alfa85.blog.interia.pl
Przyciąganie ziemskie to - największy świata błąd, za trudno by się wyrwać stąd ...
O mnie
alfa85
26
Słówko o mnie
...na skraju rzeczywistości...zagubiona wśród niespełnionych marzeń...oszukana przez życie i los...rozdarta między chęcią istnienia a niekończącym się snem...
Zobacz mój profil
Księga gości
 
Słowa ulotne, jak chwila
2011-06-24 i jest mój roller coaster .................
Pożadam jego ciało, jego umysł, jego życie i mnie w nim i wiem, że on też tak czuje. Albo mam taką nadzieję, że on tak czuje...

Kocham Go i jest mi cudownie...

To ten sam mężczyzna, o kórym pisałam kolega, o którym pisałam, że zbyt mało między nami chemii... A teraz kocham go ponad życie i tak mi smutno kiedy rozstajemy się w bezsensownym nieporozumieniu... Ale wiem że jutro będzię cudowny dzień, lepszy niż dziś... I wiem, że jutro będę Go kochać bardziej niż dziś, bo dziś na prawdę kocham Go bardziej niż wczoraj...

To takie banalne i oklepane, ale tak właśnie jest... bo Miłość jest banalna i to jest w niej cudowne - oby kazdy mógł poczuć to co ja :)

2010-05-30 Roller Coaster
... I również mam prośbe, o powiedzmy tydzień ciszy... tydzień, która mam nadzieje pozwoli mi albo mocno zatęsknić, albo zamienić się w kolejne tygodnie, w których nie będę potrzebowała do Niego napisać...

Faceci na punkcie których wariowałam od pierszego dotyku, nigdy nie chcieli mnie poznać. Uwielbiałam kiedy w tańcu gładzili moje ręce, gdy dotykali moje aksamitne plecy, gdy brali moje dłonie aby oplotły ich szyje. Odlatywałam kiedy delikatnie całowali moją szyję i przeżywałam szaleństwo gdy ich wargi dotykały moich tak, że bałam się pomyśleć co by było gdyby stało się jeszcze więcej. I tak się bałam i nic więcej nigdy się nie stało.

Piszę tak jakby było ich mnóstwo, a było paru.... dosłownie paru czyli dwóch lus kawałek trzeciego... Chemia buzowała, a w mojej głowie był totalny roller coaster... gdy pojawili sie obok i choćby musnęli moją skórę...

Ale zawsze takie coś trwało kilka dni, kończyło się i nigdy nie przerodziło się w coś więcej... Choć teraz myślę, że nie szkodzi, bo cudnie jest czuć czyjś wzrok na sobie, wzrok, który w danej chwili Cię pożera, a poźniej ręcę które chciałyby Cię pochłonąć tak do końca, nawet jeśli trwa to tylko chwile i kończy się kiedy dajesz do zrozumienia, że chcesz to połączyć z czymś więcej... Namiętność z miłością (w swoim czasie), emocjonalny odlot z zaufaniem.

Roller Coaster z pełnym pakietem zabezpieczeń !!!!!

Wiesz, że odlecisz, ale maz też pewność że miękko wylądujesz...

A teraz jest całkiem na opak...

Zero szaleństwa, a ''tylko'' zaufanie, zero namiętności, a ''tylko'' uczucie i to jeszcze nie wiem jakie... jak na razie czuję, że chęć posiadania kogoś kto już nigdy nie odejdzie... tak jakby kupić sobie ekskluzywny jacht i nigdy nie wypłynąc nim na może, tylko wykopać mały stawik, wrzucić na niego te cacko i mieć pewność, że żaden sztorm go nie zatopi...

A ja chcę ten sztorm, tę burzę z piorunami...

Czy można dostać to w odwrotnej kolejności, czy można powierzyć swoje życie ''wyborowi - w razie czego'' i oczekiwać, że dopiero po jakimś czasię przyjdzie namiętność ?

Bo być może on nie wie co to jest, być może on ,,toleruje,, tylko tą jedną stronę związku, w pełni racjonalną.

5 miesięcy minęło od naszego pierwszego spotkania, pierwszy raz o tym, że mogębyć dla niego tylko koleżanką powiedziałąm mu po 3. Trzy miesiące czekałam choćby na to aby mnie wziął za rękę, nie mówiąc o pocałunku. To był jeszcze czas kiedy czułam jakieś przyciąganie, kiedy chciałam mu się rzucic na szyje i nie oderwac się od niego, chocby po to zeby sprawdzic czy długo będę chciała ,,na niej wisiec - na tej szyji''. Po kilku sugestiach w jego stronę, otrzymałam zwrotne odpowiedzi typu ze on nie chcewszystkiego spieprzyc i robic cos za szybko, bo znow się zaangazuje i znow zostanie sam... No i taki tok myślenia spowodował, ze ja już nie miałam ochoty wieszac sie na jego szyji, przestałąm nawet o tym myśleć, będąć ostatnio na jednej imprezie przez kilka piosenek tancząc z jakimś kolesiem, przezyłam więcej przeszywająych emocji niż z Nim przez 5 miesięcy, bo w sumie z Nim nie przeżyłam żadnych.

Wczoraj byłam u koleżanki na weselu, poprosiłam Go aby ze mną poszedł jako kolega. Zapraszając go drugi już raz podkreśliłam, że to nie znaczy nic więcej jak to że po prostu traktuję go jako kolegę, z którym mogłabym potanczyc na weselu. Ale on i tak spiewał dla mnie piosenki, które grałą orkiestra, będąc bliżej niego w tańcu zdawało mi się że poczułam, że chciałabym tak trwać chwilkę dłużej, ale zaraz pojawiła się inna myśl, że dla niego wszystko może być deklaracją na więcej niż koleżenstwo.

Tylko, że dla mnie ta kolejność jest kompletnie poza porządkiem... muszę wiedzieć, że naprawdę pożądam kogoś z kimś będę planować jakąs znaczącą część mojego życia. Pożadam jego ciało, jego umysł, jego życie i mnie w nim i że on też tak czuje. A ja nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, nie ma tej iskry, która w końcu rozpala ogromny ogien... czy taka iskra może zostać rozpalona dopiero po jakimś czasie? czy można najpierw komuś powierzyc swoje zycie w nadziei, że za jakiś czas będzie ono spełnione pod każdym względem.

Poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, wspolne spedzanie czasu w siaki sposób, w końcu przemienia się w monotonie, staje się codziennością do której człowiek się przyzwyczaja, i jeśli już kiedyś będę miała istnieć w takiej miłości z przyzwyczajeniem to chcę żeby ona zaczęła się od mega totalnego roller coastera w mojej glowie i wszedzie indziej w moim ciele i duszy.

Więc czy ktoś mi powie, że takie coś może przyjść po jakimś czasie, czy może powinnam po prostu zapytać się go jaki on jest i powiedzieć mu czego ja oczekuję... może wyłożenie swoich pragnień na stół będzię najlepszym wyjsciem... ??????
2010-02-17
nie wiem jak zacząć, większośc z blogowiczów ma już swoich przyjaciół, z którymi na bieżąco dzielimi się swoimi przemyśleniami, do nowych pewnie nikt nie zagląda, a moi starzy znajomi... szczerze jeszcze sama do nich nie zajrzałam ale napewno to zrobie...

Długo mnie nie było, ale też przez długi czas nic szczególnego się u mnie nie działo, dopiero kilka miesięcy temu, moje życie doznało małego zawirowania. W lipcu obroniłam magistra, pojechalam na super wakacje, dwa tygodnie nad morze i codzienne szaleństwo, a na jesień szukanie pracy. I się znalazła praca, nawet nie szukałam zbyt długo, niecale dwa miesiące, i tak jeden z banków działających na naszym rynku przyjął mnie do grona swych pracowników, ale powiem wam, że nie wyobrażałam sobie nigdy że ta praca może być tak nuudna. Od zewnątrz ma się całkiem inne wyobrażenie o takiej pracy, a od wewnątrz jest to połączenie pracy akwizytora z sprzedawca krzyżówek na ulicy, telemarketera z pracą na poczcie. Nie jest to moj szczyt marzen, ale ciesze sie, że mogę załapać jakiś staz, później może byc tylko lepiej, aczkolwiek mojej kariery w banku nie widze...:)

Praca pracą, ogónie jestem zadowolona i zwiększam doświadczenie. To jest jednak taka dość formalna i mało przejmująca mnie część tych ostatnich kilku miesięcy.

W całym tym byciu absolwentką z wyższym wykształceniem i zdobywaniem dosświadczenia w pierwszej pracy stało się coś co dogłębnie przebiło mi serce...

Odeszła najkochańsza moja osoba na świecie. Osoba która mnie wychowałą i była dla mnie jak mama, której nie było dane mi poznać. Moja babcia, która przeprowadziła mnie przez życie i była dla mnie babcią, mamą, przyjaciółką. Niestety nasze życią są tak skonstruowane, że kiedyś nadchodzi och kres. Ale jak umiera tak bliska osoba, to nawet jeśliby miała 150 lat, to pojawia się pytanie dlaczego. Ja wierzę że babcia jest tam gdzie spokojnie na nas czeka. Że jest też ze mną i czuwa nade mną. Ale tak bardzo mi smutno, i tak bardz mi jej brak. Minęło jż kilka miesięcy, a ja nie potrafię spojrzeć jeszcze na jej zdjęcie... a większość sytuacji przypomina mi chwile z nią. Wcześniej miałam w myślach te chwile dobre, później miałam krótki czas, że mało o niej myślała, może to był taki wewnetrzny odruch obronny. Ale przykro mi, że wogóle takie dni się zdarzyły. Ichyba dlatego teraz nastały dni, w których co krok zdarzają mi się sytuację, które kojarzą mi się z Babcią, ale są to sytuacje, w których dochodziło do jakichs kłotni między nami. W których sprawiałam jej przykrość. A ona nigdy nie okazywała żalu, nawet jak jej było smutno, bo widziałam to w jej oczach, to zaraz była tą kochana babcią, babcią któa nigdy nie chowała urazy. A mnie się wydaję że ja za mało jej okazywalam, że ją kocham, że nawet jesli i jak jej oddawalam kawal mojego serca, to ona zaslugiwala na wiele wiecej, zaslugiwala na cale serce i na duzo wiecej milosci. Nie wstydzilam sie jej mowic jak jest dla mnie wazna, ale chyba to bylo za rzadko,... nie wiem... zawsze za mało miłości dajemy innym...

KOCHANI, NIE TRAĆCIE CZASU NA KŁOTNIE, DĄSY, NIEPOROZUMIENIA, ŻYCIE JEST ZA KRÓTKIE... MÓWCIE I OKAZUJCIE BLISKIM WAM OSOBOM JAK SĄ DLA WAS WAŻNE...

I KOCHAJCIE SWOJE BABCIE I SWOICH DZIADKÓW, NIESTETY ZABRAKNIE IM NAS DUŻO ZA WCZEŚNIE NIŻ POWINNO TO SIĘ DZIAĆ, KOCHAJCIE ICH I OKAZUJCIE IM TO NA KAŻDYM KROKU, ŻEBY W CHWILI GDY ICH JUŻ NIE BĘDZIE, NIE MUSIEĆ MYŚLEĆ, ŻE ZA MAŁO DALIŚCIE IM Z SIEBIE... TRZEBA IM DAWAĆ SZCZĘŚCIE... PO TO NAS MAJĄ...

I z rodzicami też tak żyjcie, życie tak szybko mija, czasem nie ma czasu się zastanowić dla kogo i po co tak naprawdę się żyje, a żyjemy dla ludzi, nie dla pracy, nie dla pieniędzy, żyjemy dla ludzi, dla osób które kochamy, które powinniśmy kochać!

Oh się rozczuliłąm, ale potrzebowałam o tym napisać, ostatnio zaczełam myśleć jak tez czas szybko mija, jak mało czasu spędzam ze swoimi bliskimi, jak często się denerwuje i czase niepotrzebnie odreagowuje na najblizszych, a tu trzeba sie usmiechnac do nich zamiast nakrzyczec, bo akurat dzis szef podniosl ci w pracy cisnienie. I ja się już od jakiegoś czasu usmiecham, i niepozwalam sobie obudzic sie z poczuciem, ze znow zrobilam cos nie tak poprzedniego dnia. O wiele lepiej zasypiam, gdy czuję że dziś mój tata, mój brat, moja koleżanka nie odczuli przykrosci z mojej strony, a ze pomoglam im sie usmiechnac, ze nawet jesli dzis cos by sie stalo, to stalo by sie z poczuciem ze nie zostawilam po sobie złego uczucia...

2010-02-14 hmmmm.... znów was potrzebuję...
chyba nadszedl ten czas, że jestem gotowa być szczęśliwą... coś drgnęło... coś we mnie stopniało... choć nadal ciężko mi dopuścić do siebie inne osoby... to chyba chcę aby coś znacząco zmieniło się w moim życiu. Trochę mam do napisania, ale to może w kolejnych dniach. narazie tylko tyle, że to CHYBA które zaczyna moją pierwszą po tak długiej przerwie notke, to  własnie CHYBA, ma tak bardzo dosłowne znaczenie, bo chcę szczęścia, ale boję się ryzyka. Jestem z tych osob, które uważają że lepiej jest żałować że się czegoś nie zrobiło, niż że się coś żrobiło - choć zawsze deklarowałam na odwrót. Łatwiej dla mnie będzie przetrzymać to, że nie ma przy mnie TEGO kogoś, niż to że TEN ktoś znó nagle zniknie. Jednak TEN ktoś może właśnie się pojawił, a ja tylko CHYBA jestem gotowa dać szansę szczęściu... A CHYBA to to chyba trochę za mało. ????
2009-01-28 ... bez tytułu...
bo nie wiem jak  to nazwać, nie wiem jak podchodzić do samej siebie, W moim sercu wciąż pustka, nie potrafię się w pełni cieszyć tym co sie dzieje... a dziś działo się sporo, niestety albo nawet bardzo stety w sprawach uczelnianych... po pierwsze siedziałam wczoraj 10 godzin nad drugim rozdziałek mojej pracy mgr, dwa pierwsze podrozdziały są całkiem ok ale trzeci totalna masakra, już mózg mi się topił i wklepywałam co mi się pod rekę w internecie nawinęło, ale oddałam go dziś świadoma niedoskonałości, szczerze mówiąc chciałam dostac tylko ten chlerny wpis z ocena bdb gdyz seminarium jest najwyzej punktowane. no i dostałam. Po drugie w poniedziałek dowiedziałam się że z pewnego egzaminu bedą zwolnienia jesli ktos ma zaliczenie na 4+ lub 5, a ze ja i pare innych osob mialysmy tylko 4 to pełne wiary ruszyysmy powalczyc, nie zabralo nam to wiele sily bo na prosbe mlody Pan Magister podniosl nam ocene o pół. Na koniec uslyszal od kolezanki wyznanie milosci. Heh dobre to bylo, wychodzac rzucila mu jest Pan kochany, sie dziwnie facet usmiechnal:) Po trzecie na dzisiejszym zaliczeniu zwrocilam sie wraz z kolezanka od kochania czy bylaby mozliwosc zeby osoby ktore chca 4 dostaly je a kto chce wiecej bedzie pisac egzam... po krotkiej rozmowie ktora na poczatku nie zapowiadla sie owocnie Pani Profesor zaczela zartowac i wpsala nam 4, oczywiscie nikt nie chcial pisac na wiecej. I po czwarte egzamin zerowy, Pani Doktor nie chciala dac sie namowic na przepisanie ocen z zaliczenia, ale dla spokoju i ku naszemu zadowoleniu sama zaproponowala ze mozemy pisac z notatkami - i tak dziesiejszy dzien pozwolil mi zaliczyc az 3 egzamy, zosyal mi jeszcze jeden, ale to dopiero 12 lutego, wiec robie sobie chwile ferii.

Niby ok, fajnie ze mam z glowy to wszystko i nie musze sie stresowac, jakos w sprawach nauki i zaliczania egzamow zawsze mam farta a jak go nie ma to potrafie sie przylozyc nauczyc i zdac. Ale czemu nie ma tak lawo w innych sprawach. Nie mam szczescia w zyciu osobistym ehhh... nie fajnie ... nie wiem czy juz o tym pisalam bo nie bede teraz zagladac na notki, ale znow zostala olana przez faceta. W grudniu spotkalismy sie na parapetowie u kuzynki, swietnie sie gadalo, caly wieczor spedzilismy razem, i to on ruszal sie tam gdzie ja tam on. Ja z wczesniejszego doswiadczenia wolalam zadnych krokow nie robic. Oj.... bylo milo fajnie smiesznie sympatycznie, ale nie wymienilismy sie telefoanmi, jednak nast dnia dzwonil do kolegi aby wziasc moj numer. I co? i nie zadzwonil... a ja glupia dalam sie namowic zeby napisac cos pierwsza i napisalam pare dni pozniej normalnego smsa co tam u niego. odpisal scisle i odwdzieczyl sie pytanie co u mnie... tez odpisalam, sympatycznie sie pozegnalam na daną chwile... i to bylo tyle on juz sie nie odezwal... dlaczego????????? tego nie wiem. dziwne, po analizi stuacji czesto sie zastanawiam o co chodzi... w miniony weekend bylam znow u kuzynkki wybralysmy sie z jej ekipa na karaoke, byl tez owy facet, ale jedyne co do mnie powiedzial to po jakiejs godzinie: nie jest ci zimno... siedzialam w bluzce z rekawami 3/4 a on w kurtce. kiwnelam glowa ze nie i to bylo na tyle....

jest mi tak pusto...

czy cos z tym robie tak jak planowałam??

tak!

pisałam o wymyslonej mojej terapii i dosłownie terapia sie zaczela... bylam w oniedzialek u uczelnianego psychologa, fajna mloda kobietka... powidzial ze przyda mi sie wiecej spotkac na ktorych bedziemy probowaly dojsc do tego o co chodzi w nawiazywaniu kontaktow z ludzmi, z ich utrzymaniem, czy po prostu ich brakiem... bo w sumie nie chodzi tylko o facetow, nie potrafie ostatnio dogadac sie ze znajomymi, nudza mnie, nie mam czest ochoty ich widziec... jednak jestem pewna ze to wszystko ma zrodlo jednak w niemozności ułozenia sobie zycia osobstego... dobijajace jest to ze kolejni mezczyzni na perwszym spotkaniu uwazaja ze jestem fajna, a budzac sie kolejnego dnia rano stwierdzaja ze jednak nie i ze nie ma sensu kontynuowac znajomosci... te emocjonalne rozterki przekladaja sie na wszystkie kontakty i na te w domu tez. czasme mmoje nerwy siegaja zenitu a wyladowuje sie na osobach ktore nie sa winne. Rzeczy martwe, zagubione klucze, wieszajacy sie komp, odmawiajacy posluszenstwa tusz do rzes potrafia doprowadzc mnie do furii, automatycznie zaczyna mnie bolec glowa ale tak ze az mnie slabi, a w ncy zamiast usne milion mysli, dzwnych niepotrzebnych i niechcianych mysli nie pozwala mi zasnac.... nie chce mi sie... nie cce mi sie samej radzic z tym, 4 lata nie dalam rady to teraz juz wiem ze samej mi sie nie uda, znam jedo cudowne lekarstwo, ktore w jednej chwile odjeloby caly bol, cale nieszczescie.... tylko... gdzie jesteś? ... gdzie?
2009-01-04 Nowy Rok, czy będzie lepszy??
Pierwsze dni Nowego Roku mijają... kończy się dwutygodniowe lenistwo, od jutra powrót do rzeczywistośc - oby tej lepszej... Nie robiłam żadnych konkretnych postanowień, którymi miałabym zapełniać kartki po to tylko aby później skreślać które to już postanowienia są spełnione... Chcę aby ten Rok był inny niz miniony ... nawet cztery minione... dzisiejszy dzień rozpoczęłam dość dobrze, poszłam sobie do spowiedzi... nie żebym tak szybko po świetach nagrzeszyła, ale miałam jeden mały problem który siedział mi na sumieniu i który musiałam z siebie zrzucić... potraktowałam troche księdza jak psychologa. Pierwszy raz tak chwilke sobie pogadałam a w sumie to wyrzuciłam z siebie co nieco, on powiedział kilka dobrych słów i z uśmiechem, rozluźnionia i z lekkim sercem wróciłam i z radością uczestniczyłam we mszy świętej... aczkolwiek taka jedna krótka terapia nie wystarczy na długo...  Mam kilka planów które pomogą mi się podnieść... ale czy się udadzą o tym powiem za jakiś czas...

Sylwester był ogólnie świetny, choć nie powiem że idealny... pierwsze noworoczne łzy zdążyły się polaćniedługo po północy... ehhh, kolejny od paru lat bez partnera, za to z równie samotną koleżanką, trzeci sylwester  z kolei w którym obiecujemy sobie że na następnym już nie będziemy same. Wokół mnóstwo par, a mój nowy rok znów zaczyna się w samotności... Ale to nie koniec świata, dobrze że się zaczyna, mam w końcu prawie caaaały rok na poprawienie swojego bytu w tych i innych kwestiach... oby coś się zaczęło dziac bo bardzo pragnę mieć kogoś bliskiego.

To tyle na dziś... znalazłam siłe aby znów coś napisać... to jedna częśc planu mojej terapii. Pozdrawiam:)
2008-11-04 witam witam witam
ciesze sie ze w koncu do was wrocilam, ale tak ogolnie nie jest wesolo, ehhh zycie mnie nadal kopie po dupie... ale barazie chciałam sie tylko przywitac z wami:) powoli wracam... buziaki!!
2008-09-10
Jest lepiej, ale zmykam na jakiś czas. Pozdrawiam:)
2008-09-04 :(
... Jest mi źle. I smutno. Tak mi czegoś brak. Chce mi się płakać a łzy nie chcą lecieć. Czuję jakby te łzy zatrzymały się gdzieś w środku mojej głowy i tak bardzo ciążą.
2008-08-24
Trochę czasu minęło... muszę przyznać, iż zauważyłam, że wracam do was w momentach gdy po kolorowych dniach wychodzą czarne chmury nade mną. I tak jest i tym razem... nie było mnie kawałek czasu, ale powiem wam że był to czas przyjemny, może nawet radosny... hmmmm... czy szczęśliwy??? to za duże słowo... ale te kilka tygodni minęło jakoś tak sielankowo, bez zmartwien, utrapień, bez dołków... pierwszy tydzień sierpnia spędziłam na roznoszeniu ulotek, a więc dorabianiu sobie do skromnego kapitału, byłam z koleżanką wieć czas jakoś mijał przyjemnie, troszkę się poobijałyśmy, znajdując dobre miejsce na ukrycie sie przed ewentualnymi kontrolami, tydzien drugi... lenistwo, grilowanko, piwkowanko, najpierw ze znajomymi - to grilowanko było połączone z basenowym szaleństwem, szkoda że tylko raz udało nam się zorganizować tak ogródkowe party. Pożniej przedłuzony sierpniowy weekend, wiec grilowanko z rodzinką, duzo osób wybrało się na wieś, sporo kuzynostwa więc było wesoło i tak... tak jak to tylko potrafi być u nas gdy spotykamy sie w naszym gronie, bo jak sami swoi to nie ma się co krępować:) no i kolejny tydzien spędziłam z babcią na wsi... byłyśmy same, więc wiele rozrywek nie miałam, ale chciałam z nią pobyć, poklachałyśmy... ja się poopałałam troszkę bo wcześniej jakoś nie miałam okazji, poleniuchowałam, w ten piątek skoczyliśmy jeszcze do znajomego mojego taty, powrót wczoraj, szybka kąpiel i urodzinkowe mini party u kolezanki. Oh dawno nie jechałam tak długo autobusem, godzine czasu trzeba było jechać, w jedną stronę to luz, ale w stronę powrotną, gdy o 5 rano wsiadłyśmy z kolezanka do autobusu juz nie było tak kolorowo. Czas się dłużył, odległośc do włąsnego łóżka wydawała się taka daleka, na szczęście nie wirowało mi w głowie bo spożywałam racjonalne ilości alkoholu, ale koleżance w głowie i brzuchu szumiało więc przespała drogę, dla jej dobra... biedna jeszcze musiała kawałek jechac sama i przesiąsc się na nastepny autobus, ale dała rade, zameldowała ze wszystko ok... tylko nie miała a wiele czasu na odpoczynek i odespanie, bo umówiła się że dotrze do domu przed przebudzeniem jej synka i tak się stało, po półtorej godziny snu syn zrobił pobudkę i koniec tego dobrego, no ale czasem i tak bywa... i....... i........ i.............. i............ i .........

i........... i........... i dziś nastał pochmurny dzień... eh mam nadzięję że to przejściowe, ale mam ochotę sobie popłakać i pokrzyczeć... mam ochotę połozyć się do łóżka zakryć kołdrą tak żeby mnie nie było widać, założyc słuchawki na uszy i oświadczyć światu że nie ma mnie dla ludzkości... znó samotność uderzyła mi do głowy... powróciła wstrętna franca i zatruwa życie... czy wy wiecie że ja już od 1121 dni nie byłam przez nikogo przytulana, przez taki czas nikt mnie nie objął, aby mi pokazać że liczy się tylko to że jestem obok, że jestem blisko, że po prostu jestem... 1121 długich dni... 26904 godziny... a to jest ... 1614240 minut... albo... 96854400 sekund... wyobrażacie sobie ponad 90 milionów chwil samotności...
2008-08-01 ...
witam i przepraszam ze znow zniknelam.... ehhh... na szczescie nie zapadlam sie pod ziemie... powiem wam ze odkad wrocilam z irlandii jest mi jakos tak cieplej na sercu... czas mija calkiem sympatycznie... czuje wakacje... nie dlatego ze sie lenie choc to jest bardzo mile.. ale dlatego ze jestem tu z bliskimi, z rodzinka, ze znajomymi... czasem poszaleje, czasem poleniuchuje... dzis wrocilam od kuzynki. spedzilam z siostra zakrecone 2 dni... ale przydalo mi sie... piweczko, troche tanca, dziwne towarzystwo sie do nas dolaczylo, ale myknelysmy spedzic reszte wieczoru albo nocy na parkowej laweczce... jak robilo sie zimno to jedyny facet w towarzystwie okazal sie dzentelmenem i pobiegl do domu po cztery swetry dla pań... druga noc tez babsko rodzynkowa. winko i filmidlo lejdis... clakiem zakrecony ten film, ale nawet ciekawie pomyslany... heh... dzis zabawa juz u siebie... a od poniedzialku... co by ten len za bardzo do glowy mi nie uderzyl... znalazlam sobie prace przy rozdawaniu ulotek.... jakby ktos chcial skorzystac z darmowego badania sluchu to biegam gdzies tam po rynku w gliwicach... 5 dni po 7 godzin, zawsze troche kaski wpadnie do kieszeni, a takie siedzenie w domu przed telewizorem tez nie ma sensu... wiec troche pracy i lenistwo, troche pracy i lenistwo i tak na zmiane co by sie przyzwyczajac ale tez nie przemeczac:)

A w Irlandii nie wytrzymalabym do konca wakacji... nie dla mnie dalekie kraje... gdyby pojechal tam ze mna ktos znajomy stad to czas mijalby inaczej... a tak praca i powrot do domu, siedzenie przed kompem lub tv spanie i znow praca....tak w kolko... nie dla mnie. tu tez sobie cos dorobie.... a nie potrzebuje pieniazkow az tak.... chcialam aby to byla przygoda... na dluzsza mete to mogloby sie nie udac... ale wrocilam do domu w odpowiednim momencie... jeszcze z dobrymi wspomnieniami... bo zobaczylam kolejne morze irlandzkie... potaplałam nogi w zimnych falach, poznalam uroki irlandzkich gór... no i zobaczyłam kawałek stolicy, ktora szczerze mowiac od strony turystycznej nie jest zbyt atrakcyjna... mowiono nam ze kawalek za dublinem sa cudowne wybrzeza morskie, ale nie udalo sie tam pojechac... niestety ja nie mialam nic do gadania przy ustalaniu planu wycieczki... ale i tak milo ze pozalam kawalek tamtejszej kultury... troche pogadalam po angielski... na szczescie oni mowia bardziej po amerykansku, nie maja tak okropnego akcentu jak anglicy. Moze trafilam na dobry obszar. No i jeszcze jedno... niestety polacy nie sa tam traktowani na rowni z irlandczykami, ale coz taka kolej rzeczy, chyba, my jestesmy tam w Irlandi, tak jak u nasz ludzie np. z Ukrainy. Niestety nigdzie nie ma rownego traktowania. Jedzenie jest tam dosc drogie, no moze norlane porownujac do polskich cen. Np chleb u nas kosztuje 2,50 u nich tez 2,50 z tym ze euro. Ja na promocjach zarobie 8 zlotych, tam tez zarobilabym 8 euro. i tak idzie to proporcjonalnie. Na dluzej moze i oplaca sie tam byc... bo wtedy oprocz jedzenia zaopatrujesz sie tez w inne potrzebne rzeczy, a ubrania, kosmetyki sa tansze niz w polsce. oczywiscie nie w przeliczeniu na zlotkowki, ale w stosuku do tego co sie zarabia. tylko ze jak jedziesz na 2 mieiace to nie wydaz wszystkiego na ubrania i kosmetyki. Tak wiec spedzilam 3 tygodnie milych wakacji, pozwiedzalam i wrocilam... a tutaj ciag dalszy....

to tyle?? chba tak... zawsze mozna wrócic i dopisac:) pozdrawiam
2008-07-20 hej kochani
znow was dlugo nie odwiedzalam, przepraszam ale ta irlandia byla taka nieswobodna... chcialam tylko dac znac ze wrocilam do polski, ciesze sie bardzo i jutro was poodwiedzam. buziak wielki
2008-07-06 Witam zza wiekszej kałuży...
Eh no i jestem już tydzień w tej Irlandii, ale ciezko jest tu znalesc chwilke tylko dla siebie przy komputerze i dlatego wczesniej nie pisalam, jesli wspolokatorzy nie cisna sie przed komputer to po prostu internet nie działa... no ale w koncu jestem... nie jest tutaj bajkowo, niebo wciaz zachmurzone, slonce czasem wyjdzie, i przynajmnie polowa doby to padajacy deszcz. Nie wiem jak ci ludzie tutaj zyja... tak bez slonca... eh... a Carlow to takie nieduże miasto... Polaków jest tutaj mnostwo, a ja na dodatek zle skonstruowalam cv no i chyba poodstraszalam moich potencjalnych pracodawcow. Ale jutro wyruszam z drga seria. w tym tygodniu pracowalam az 6 godzin, raczej nie idzie za to wyzyc. jesli teraz nie zalapie przynajmniej 30 godzin to wracam do naszego pieknego i cieplego kraju. Te 6 godzin spedzilam troche jako kelnerka a troche jako zmywarka. Nie poczuwam sie do roli zmywarki na dluzsza mete. Wiec jesli nie znajde czegos fajniejszego to kolejny powod do powrotu na ojczysta ziemie.... tymbardziej ze ja nie potrzebuje az tak bardzo przywisc stad kupy pieniedzy. raczej chcialam przezyc jakas fajna przygode, poznac fajnych ludzi i zobaczyc kolejny kawalek swiata. Tydzien temu bylam nad morzem, pieknie mmmm...... niestety wycieczka była szybka i nie nacieszyłam się tym morzem ale było cudownie spędzić tam choc kilka chwil. A dziś wycieczka w góry.. jeszcze szybsza ale widoki były warte szybkiej przejażdzki i krótkich spacerkó. Więc wrazennia pzyjemne.... Ale nie za bardzo moja kolezanka u ktorej mieszkam. Niestety z nia nie zobacze jak mlodzi spedzaja weekendowe wieczory i przy jakiej muzyce sie bawia. Ona twierdzi ze jest za stara... ale raczej nie o to jej chodzi... eh jest 4 lata ode mnie starsza - 27 lat prawie... no dobra ale... ehhh dziewczyna nigdy nie była na dicho.... nie wychodzi nigdzie po pracy. Kazdy wieczor spedza z bratem i starszy malzenstwem lub przed komputerem... smutne... ale moze nastepnym razem napisze dlaczego tak sie tez dzieje... teraz nie mam za wiele czasu... bo pewnie zaraz zjawi sie jakis zmiennik do internetu. A chce was jeszcze poodwiedzac. Szczerze mowiac troche mi tu smutno... myslalam ze bedzie fajnie, ze poznam ludzi, pobawie sie... a poki co zero pracy zero nowych twarzy bo i jak, przeciez sama nie bede krecic sie po obcym miescie.... a moze to ja jakos po smarkateu mysle?? Ale wiecie przeciez dobrze ze tak czekalam na ten wyjazd w nadziei ze bedzie od pryjemna odskocznia od mojego dotychczasowego zycia, a konkretnie od tych przygnebiajacych mysli. a poki co to znow zaczyna mi sie maly dolek... smutno i tesknie chociaz minal dopiero tydzien... oj tak baardzo chcialabym aby w tym tygodniu cos zaczelo sie dziac..... a jak nie to come back do polski i tam moze cos sie polepszy.... bo jesli moje wakacje maja polegac na szukaniu pracy i wracaniu do domu aby posiedziec przed tv, a pozniej jesli dobrze pojdzie, chodenie do pracy i wracanie po kilku godzinach do domu aby posiedziec przed tv to nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee...

Ale poki co to buuuuuuuuuuuuuuuzi dla was. pedze do was na chwilke. Muaaaaaaa
2008-06-21 ...
Troszkę przycichło, chyba znów nadeszła chwila kiedy po prostu nie chce mi się z nnikim gadac.... ehhh.... odezwe sie jaks na poczatku lipca, już z Irlandii...
2008-06-16 ...
Lekarstwem na krzywdy jest zapomnienie ... ????? Ale wszystkie krzywdy i rozczarowania tak trudno zapomniec... Ja nawet uważam że się nie da... Nie da się, bo kiedy w życiu nie dzieje się nic takiego co zagłusza przeszłość to człowiek cały czas żyje tą przeszłością, obwiniając ją za to że teraźniejszość po prostu się nie układa. Aby pogodzić się z przeszłością i już nie myśleć jaki ona ma wpływ na to co dzieje się teraz potrzebne jest coś nowego. Ale coś nowego zachwycającego, coś co sprawi że człowiek chce oddychać i że potrzebuje budzić się rano. Coś co zabije ból, coś przy czym będzie można sobie powiedzieć... ok, było minęło, teraz stoję w tym miejscu i jestem szczęśliwa, chcę aby to szczęście się nie kończyło... Jednak wydaje mi się, że w tle i tak będzie słychać - i obym nie poczuł/a takiego bólu jak wtedy. Bo zawsze będzie obawa że to co piękne znów się skończy i że gorycz jaka nas wypełni po kolejnej porażce już nigdy się nie osłodzi. Zawsze będzie strach, że znó nas spotka coś podobnego.... Nie da się zapomnieć... można delikatnie uwierzyć że tym razem się uda, że tym razem zakończenie będzie szczęśliwe...

Tak bardzo brakuje mi miłości... a ja mogę być naprawdę cudowną drugą połówką. A może nie, bo jeśli tak by było to przecież ktoś zauważyłby to...

A ja czuję się skrzywdzona przez los, bo wiem że potrafiłabym uszczęśliwić tą drugą osobę, wiem że radość, wsparcie i przyjaźń byłyby naszymi atutami. Ale chyba nikt teraz nie potrzebuje takiego oddania.

Oj napisałam sobie taką małe ogłoszenie matrymonialne - ale nie o to chodziło.

Czuję się niedoceniana, a wiem że jestem osobą wartościową. nie chcę wyjść na samoluba bo piszę o sobie w pozytywach. Chodzi mi tylko o to że świat niedocenia tego co noszę w sobie a wydaje mi się że mogłabym podarować innym ludziom wiele...

W tym miesiącu wyjątkowo dużo notek się pojawiło w porównaniu z wcześniejszymi miesiącami. Kiedyś jak było mi żle to zamykałam się w sobie i przeczekiwałam do momentu aż znów będę gotowa wychylić kawałek nosa do innych. teraz chyba już nie mam miejsca i siły na tłumienie moich smutków. Potrzebuję mówić bo wtedy mi trochę łatwiej, potrzebuję gadać o tym jak mi źle bo wtedy tak jakby fizycznie wyrzucam z siebie to wszystko po małych kawałeczkach. Nie mam z kim porozmawiać o tym w cztery oczy. Więc piszę. Piszę i chyba mam nadzieję że znajdzie się ktoś kto zna cudowne lekarstwo na całe zło. Bo zapomnienie nim nie jest.
2008-06-15 ...źle...
Kiedy jest mi tak ogromnie źle... to znów zaczynam myśleć o tym co było 3 i pół roku temu.... jak on zagasił wszystkie iskierki nadziei i szczerej radości które miałam w sobie... było ich tak wiele, były ich miliardy, wcześniej każdego dnia potrafiłam wielokrotnie je rozpalić i czuć się szczęśliwą, a teraz są one zalane już przerażająco zimną wodą i trzeba by długo starać się aby znów zapłonął maleńki ogień.  Oh w takich chwilach tak bardzo go nienawidzę... zanim pojawił się w moim życiu było po prostu normalnie... wesoło... gdy już się zjawił było cudownie... gdy odszedł zagasił we mnie wszystko... a teraz wydaje mi się że to wszystko po prostu mi się należy... bo skoro nie umiem poukładać sobie życia, skoro... kiedy coś zaczyna się dziać ... we mnie budzą się maleńkie nadzieje ... i nagle jakby mur wyrasta... ja walę w niego pięściami, aż krew leje się z moich rąk, ale nie mam możliwości go zburzyć. I tak ze wszystkim, studia, znajomi, rodzina, i ktoś jeszcze.
Tak już będzie zawsze? Kilka spokojnych chwil zdarzy się od czasu do czasu, ale te złe i tak wracają szybciej niż bumerang. Mam dość, po raz kolejny i nie ostatni - mam dość.
2008-06-14 ...wczoraj świetnie dziś okropnie...
Byłam wczoraj na urodzinkach mojej kuzynki... było świetnie ... piwko w plenerze, fajnie weseli ludzi, dużo śmiechu, zero stresu... do domu wracać się nie chciało.... Ja i siostra jesteśmy kompletnie różnymi charakterami, obracamy się w innych klimatach, a jednak uwielbiamy się... i ja ostatnio uwielbiam te jej klimaty... jej znajomi są tacy luźni ... mają swoje problemy... swoje dziwactwa ... rzeczy których ja bym u siebie samej nigdy nie chciała spotkać... ale lubię przebywać w ich towarzystwie... wtedy te kilka godzin jest takich bezstresowych, po prostu zabawa bez smętów i o to chodzi... a u mnie, w moim gronie jest inaczej, czasem równie fajnie albo i lepiej, ale czasem przez niektóre osoby dostaję doła.... no ale cóż...

Chodziło mi o to że wczoraj było świetnie, a dziś jest totalnie do bani, jestem wściekła, zła, smutna, zdenerwowana, zdołowana i boli mnie głowa...

I wcale nie przez to że bilet do Irlandii który kupiłam niecałe dwa tygodnie temu za 700 zł dziś kosztuje 300 zł. No cóż zdarza się, ważne że go mam, bo znając takie właśnie moje szczęście to jakbym poczekała dłużej z jego kupnem to bym w ogóle miejsc  już nie znalazła na ten termin. Więc luz.... ale

W skrócie mówiąc, mam dość facetów...  wczoraj właśnie poznałam super faceta i było miło i ... już więcej nie chce w najbliższym czasie poznawać żadnych super facetów którzy na następny dzień już nie są super ... ehhh... i nie chcę żeby było miło...
2008-06-12 ... mały starch .... oooooo ... DUŻY STRACH .... i ból głowy ... i smutek ....
Czuję w środku mnie strach. Od małego paluszka u stopy, przez całe nogi, kręcący brzuch, drętwiejące palce u rąk, sztywną szyję i bolącą głowę. Czuję strach że jak pojadę tam za granicę na tak długo to coś mnie tutaj ominie. Wiem że to taka zwykła obawa. bo jak jeszcze było daleko do odlotu, a nawet jak ten wyjazd nie był pewny to znów bałam się że jak u zostanę to będą to kolejne zmarnowane wakacje. Ale jakoś tak nie chcę zostawiać tu wszystkiego mimo iż wiem że wróce. Mój tata który zostanie sam, wiem że da sobie radę, brat mieszka blisko, ale mimo to będzie mieszkał sobie sam samiusieńki. Eh... kiedyś i tak by to nastąpiło:) na szczęscie rozkręca teraz własną firmę więc ma zajęcie na cały dzień bo ciągle gdzieś biega coś załatwia... jest dobrze. Tak więc tatę zostawiam z mniejszymi wyrzutami niż pięć minut temu:) Hmmmm.... Znajomi... moje dziewczyny... zastanawiam się co będą tu robić.... znajdą jakąs prace, będą się widywać... chodzić na imprezy.... a ja tam nie wiem czy na piwo będę miała z kim wyjść.... ale wiem też że żadna z nich nie pomyśli o mnie przez ten czas... nie pomyśli, że a szkoda ze jej nie ma z nami... pobawilybysmy sie razem czy cos podobnego.... jestem tego pewna.... dlatego tez nie mam wyrzutów ze je zostawiam, ale bardziej przykro mi ze One zostawiają mnie. Bo to bardziej pójdzie w tą strone.

A największą obawę czuję zostawiając babcie... co prawda babcia już od początku czerwca jest na wsi... 200 km stąd, ale w razie potrzeby żaden problem jest wsiąść w auto i do niej śmignąć. A później... nie tak łatwo będzie w jednej chwili wsiąść w samolot i wylądować w polu ziemniaczanym za domem. Modlę się o zdrowie dla niej, o to żeby nie zrobiło nam to zdrówko żadnych niespodzianek, o to abym jak wróce znów ją zobaczyła i żeby po wakacjach znów do nas przyjechała i spędziła kolejne święta... a to będą szczególne święta i wiem że ona też bardzo pragnie być na nich z nami.... bo nie wiem czy wam mówiłam ale mój braciszek będzie miał dzidziusia... własnie gdzieś na początku grudnia, więc jak dobrze pójdzie to na Boże Narodzenie maleństwo będzie już w domku. Ah wszyscy jesteśmy tacy szczęśliwi. Po paru latach prób w końcu się udało i maleństwo i największy skarb jest:) Ahhh :))))

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A teraz takie szmery bajery które sama sobie do łba wbijam co by mieć doła....

Facet nic się nie odezwał... miałam już dać sobie spokój ale to chyba dopiero będzie możliwe jak oddale się stąd o te kilka tysięcy kilometrów. Co prawda tam też będę miała dostęp do naszej klasy i będę zaglądać czy coś nie skrobnął, ale tam nie będę miała nadziei że gdzieś go spotkam. A tutaj to .... nie wiem czy bradziej chcę, czy nie chcę aby na planowanej za tydzien imprezie pojawił się też on. Impreza musi być, bo to moja ostatnia przed wakacjami z tutejszymi ludzikami, ale czy byłabym bardziej happy gdyby on był i pobawił się ze mną i tak jak kiedyś doprowadził do stanu w którym wszystkie hormony uderzyły do głowy i gdzie indziej tez... czy jakby go nie było.... bo opcja że wpadłabym na niego ale nie miała do niego dostępu nie wchodzi w grę !!!!!!!!!! o nie

No alfa alfa głupia ty.... pierdoły fandzolisz jak potłuczona.... heh.... ale tak się też czuję.... ja potłuczona i to fest.... czuję się jak mała dziewczynka która marzy żeby być już dorosła ale nie jeszcze nie może..... i tak pewnie też wyglądają moje notki.... jak prawie dorosłe... ale prawie robi wielką różnicę...
2008-06-11 ... pochurnie ale nadziejnie....
.... znów nastały jakieś ciche dni w moim życiu, a to pewnie dlatego, że od tygodnia czasu mam mnóstwo i tylko się lenie i nie za wiele działam... ale nie jest beznadziejnie, tak więc jest nadziejnie... gdyż zaczynam nabierać zapału do nauki, a to wszystko dlatego ze jeszcze 2 i pół tygodnia, trzy egzaminy i wsiadam do samolotu i fruuuuuuu nad chmurkami daleeeko....

Zaczynam nabierać napału do nauki co oznacza że od 4 dni planuje zacząć się uczyć a to tak nie za bardzo wychodzi, choć dziś u koleżanki, całe 10 minut spędziłyśmy nad zadaniem z metodą simpleks... ale zrozumiałam już o co tam chodzi i to można zaliczyć do moich małych sukcesów... a jutro pędzę do biblioteki, kseruję co się da i zabieram się za budżetowanie... fascynujące... eh

A poza tym wszystkim powyżej to nic się u mnie nie dzieje, wszyscy gdzieś się pochowali i nie mają na nic czasu... więc tak powoli przyrastam do fotela....

Marnie, marnie... ale już niedługo :)
2008-06-03 Wszystkiego najlepszego - i kilka innych już pomniejszych spraw
Na początek Wszystkiego Najlepszego dla Plastelinki.... duuuuuużo uśmiechu i radości i szczęścia i ...... i...... i .......





A teraz te moje sprawy codzinne, marne ...ehhh

Marność nad marnościami wszystko marność

Ucz się ucz bo nauka to potegi klucz

.... sie .... bo ..... to miłości klucz ????????

No właśnie co??? Jaki jest ten klucz?? bo jeszcze go nie znalazłam a już tak cholernie mocno dobijam się do tych drzwi ........ wrrrrrrrrrrrrrr

<< Luty 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
2339
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
417
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
12
Archiwum
Rok 2012
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Chcę do jednego miejsca na ziemi
Gdzie problemy przestają mieć znaczenie
Do objęć, które akceptują me słabości
Do nich pragnę, tylko do mej miłości
Może jest na ziemi jedno małe miejsce
Gdzie poza biciem serca nie liczy się nic więcej
Chcę tam uciec z moją całą miłością
Wierzyć w Ciebie, wierzyć w moje sacrum...
 

------------------------
------------------------
Mówią że, kiedy rodzi się człowiek 
z nieba spada dusza
i rozpada się na dwie części...
Jedna z nich trafia do kobiety,
druga do mężczyzny...
Natomiast całe życie polega na odnalezieniu
 tej drugie połowy...
połowy swojej własnej duszy...
połowy samego siebie..... 
------------------------------------
------------------------------------
Może kiedyś szczęście usiądzie koło mnie
i opowie o swojej tułaczce.
Jak błąkało się po czterech krańcach świata,
aż wreszcie trafiło do mnie...
I może kiedyś szepnie mi cichutko do uszka:
zostanę już przy tobie... na zawsze...
A wtedy na mojej twarzy pojawią się uśmiech i łzy,
lecz nie będą to już łzy cierpienia, smutku,
tylko łzy radości.
I przyjdzie do mnie ten,
którego księżyc nazwał moim przeznaczeniem...
i stanie się cud... 





Są noce kiedy nie chce się żyć,
Są i nie mogę nic, nie zrobię nic,
Są czarne chwile i nie kążda mija,
Są..............



Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..



Spotkałam dziś miłość ...
I co Ci mówiła ?
Przepraszała, że nie zawsze trwa do końca...
Płakała ?
Płakała, bo często rani...
Krzyczała ?
Krzyczała, że nie jest zawsze piękna ...
Śmiała się ?
Śmiała się, bo umie z siebie kpić ...
Żałowała czegoś ?
Żałowała, że ludzie nie zawsze traktują ją poważnie ...
Była zła ?
Żłościła się, że czasem w nią wątpimy ...
Cieszyła się ?
Cieszyła się, że tak często jej szukamy ...
Co Ci jeszcze powiedziała ?

Powiedziała, że nie jest dla mnie...

:(



Skontaktuj się
Temat:
Treść:
Podpis:
E-mail:
 
Zobacz serwisy INTERIA.PL